Fandom

Jak Wytresować Smoka Wiki

Wyrzutki (część 1) (scenariusz)

1533strony na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Komentarze0 Udostępnij

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Pyskacz: Ej… Nie ma to jak się z rana dobrze przyczaić. Z katapulty w nich!

Śledzik: Atakują!

Czkawka: Szczerbatek, plazma.

Szpadka: Nieźle, prawie mi oderwało głowę.

Mieczyk: Poważnie? Pyskacz, dawaj jeszcze raz!

Czkawka: Ach. Koniec, wycofujemy się. Za dużo ich, nie mamy szans.

Sączysmark: To się wycofuj! Sam ich załatwię! Tchórze!

Czkawka: Sączysmark, nie na tym polega ćwiczenie! ODWRÓT!

Sączysmark: Wiesz gdzie mam twój odwrót? A tutaj.

Czkawka: ASTRID!

Astrid: Aaaaa…!

Czkawka: Aa. Aa. Ach!

Astrid: Aa. Ach. Co jest? Co się dzieje?

Sączysmark: Łuhu! Tak jest! Wycofuje się Sączysmark? Nie wycofuje. Rach ciach, ciach. Haha. No co? Co się tak na mnie patrzycie? Nie no, patrzcie, patrzcie. W końcu chyba sobie… eee… zasłużyłem, nie? Hm. Ej, bo to wszystko wina Czkawki.

Czkawka: Ty chyba w ogóle nie czujesz co się wydarzyło! Nic a nic.

Sączysmark: Ja? Czuję. Zrobiliśmy z Hakokłem najlepszy nalot w historii.

Czkawka: Człowieku, Astrid mało co by nie zginęła!

Sączysmark: Daj spokój, cała jest. Patrz tylko.

Astrid: No wielkie dzięki, wiesz?! Ach…

Czkawka: Wystarczy, wystarczy. Już, już. Uspokajamy się.

Astrid: Jeszcze się doigrasz! Zerwę ci ten twój hełm i zakopię, ty wredny zgniłku…

Czkawka: Dosyć, mam tego dosyć.

Sączysmark: Chyba ja mam dosyć. Gadaj, czego masz dosyć?

Czkawka: A tego, że ty zawsze wszystko musisz po swojemu.

Sączysmark: Tak? Serio? A wiesz czemu? Bo ja dbam tylko o siebie. O niego czasem.

Czkawka: I o tym mówię. Jak mamy ci ufać skoro jesteś kompletnie nieprzewidywalny.

Sączysmark: No i? Chcesz mi coś zasugerować? Koleżko.

Czkawka: A i owszem. I skup się, bo do odwołania nie masz wstępu do Akademii.

Sączysmark: Co?

Astrid, Szpadka, Mieczyk i Śledzik: Co?

Czkawka: Masz szlaban.

Sączysmark: Nie możesz mi dawać szlabanów, nie jesteś moim ojcem!

Czkawka: Właśnie, że mogę!

Sączysmark: Poważnie?! To patrz! Patrz dobrze, bo więcej nas nie zobaczysz.

Mieczyk: Eee, przepraszam, bo on powiedział, że Sączysmark ma jakiś szlaban. Chciałem zobaczyć ten szlaban, a Sączysmark… Czemu on odleciał?

Astrid: Dzięki, ale naprawdę nie musiałeś.

Czkawka: Ach. Skoro nawet na ćwiczeniach nie możemy mu ufać to, jak myślisz, co się stanie, kiedy następnym razem pojawi się Dagur?

Dagur: A proszę, pan Nocna Furia. Jak się dzisiaj mniemamy? Dobrze? Czyżby… wyczkawkowało się maleństwo? Wielka, nieskończona miłość, po prostu a fe, obrzydlistwo. Ale… już niedługo wszystko się zmieni, tak, tak. Spędzimy ze sobą troszkę czasu. I tak się w sobie…

Bestial: Dagur! Mamy już najnowsze wyniki badań nad smoczym korzeniem.

Dagur: Jak tyś się do mnie zwrócił?

Bestial: Ja… O matko, przepraszam. Wasza… oszalałość.

Dagur: Ooo, prawda, że rozkosznie się wymawia?

Bestial: Ja… oczywiście. Ale wracając… Wyszło nam z badań, że jest dokładnie tak jak przypuszczałeś, panie. Dzikie smoki biły się o ten korzeń jak… no, sam wiesz panie, jak dzikie bestie.

Dagur: Wyśmienicie. Buhahaha. Jejuniu, co teraz? Co teraz? Ileż możliwości.

Bestial: Eemm, to może… O, mam! Może przyczaimy się na Berk i zaczekamy na odpowiednią chwilę.

Dagur: Hmm. Takie proste, a przy tym szalone. Niech będzie. A kiedy przyjdzie ta chwila, podrzucimy słodziaszką roślinkę i Nocna Furia w końcu będzie moja. Hohohoho. Hohohahaha…

Czkawka: Dobra, niech zgadnę, Sączysmark wziął smoka i poleciał.

Mieczyk: Myśmy się nie wygadali.

Czkawka: A… właściwie to co wy robicie?

Mieczyk: Bo… skoro Sączysmark wyleciał z Akademii, a mamy koło siebie jaskinię, to wyburzymy sobie ścianę i zrobimy porządny przewiew. Takie feng shui. Oczywiście na cześć Sączysmarka wszystko. Bo szybko o nim zapomnimy. Yyy… w sensie… yyy… wybacz… Szybko o nim nie zapomnimy.

Czkawka: Chwila, chwila bliźniaki, spokojnie. Przecież nie wyrzuciłem go z Akademii, to tylko czasowe zawieszenie.

Mieczyk: Racja, ale nie miałeś wyboru. W końcu tak bezczelnie zlekceważył twoje rozkazy. Uważał, że zasłużył… żeby jego jaskinia… połączyła się z sąsiednią jaskinią.

Szpadka: Właśnie i swoją drogą teraz już musisz go wyrzucić. Chyba, że… chcesz przy okazji stracić szacunek pozostałych jeźdźców.

Astrid: Nieźle. Całkiem to było logiczne.

Szpadka: I nie mówimy to dlatego, że tu akurat pasowałyby zasłonki.

Mieczyk: Szyję jak maszyna. Kto by pomyślał? Ej, potrafię trochę pleść i dziergać.

Czkawka: Stop, żadnego dziergania i żadnych zasłonek. Pogadam z Sączysmarkiem. Jak tylko wróci.

Sączysmark: O tam! Hakokieł, podleć bliżej! To co? Niech żyję nasz nowy dom. Witamy serdecznie. Na ziemi Smarka. Przyznaj, że fajnie tu. Po co komu durna Akademia i cały ten przemądrzały Czkawuś. Rozejrzyj się, to wszystko nasze. Czyje drzewo? Nasze. Czyja skała? Nasza. Rozwalony statek Łupieżców? Aae… Hę?

Czkawka: Co, ciężki dzień?

Stoick: Taa… Wyobraź sobie, całe to wodzowanie wcale nie jest łatwe.

Czkawka: No co ty nie powiesz? Sączysmark i ja kompletnie się nie dogadujemy.

Stoick: Ech, co tym razem zmalował?

Czkawka: Zignorował mnie, tata, i to strasznie. Więc… dałem mu szlaban, ale oczywiście ma to w głębokim poważaniu. A ja naprawdę już nie wiem co robić. Myślisz, że powinienem go wyrzucić z Akademii?

Stoick: Naprawdę byś tego chciał?

Czkawka: Nie. Ale wiesz… no… ja… Ja po prostu nie mogę ciągle ryzykować.

Stoick: Hm… Ciężka sprawa. Tego rodzaju decyzję nigdy nie są łatwe. Mam kilka podobnych na swoim koncie.

Czkawka: To… powiedz jak to się robi. Tata, wytłumacz jak ja mam być i szefem i przyjacielem.

Stoick: Nie da rady. Nie zawsze. Synku, pewnego dnia zostaniesz wodzem. I niestety będziesz musiał podejmować decyzję. Nie dla przyjaciół, nie dla siebie, ale dla dobra Berk.

Sączysmark: Aha! Hę? Co to było? No świetnie. Oczywiście musiałeś wybrać wstrząsogenną wyspę! Aaa! Ludzie, Krzykozgon! Musimy wracać i ostrzec resztę! Ooo! Oo! Aaa! Oo. O.

Phelgma: Hej, to Sączysmark?

Wiking: O losie, nieżywy.

Sączysmark: O nie, żadnego pogrzebu. Jeszcze nie.

Stoick: Wystarczy, rozejść się. Co to za zbiegowisko? Na kogo to…

Sączysmark: Ja go złapałem. Ja…

Czkawka: Albrecht?

Stoick: Albrecht…

Pyskacz: Albrechcie Perfidny, ciążą na tobie następujące zarzuty, wymieniam: perfidia, celowa perfidia, perfidia drugiego stopnia, perfidna konspiracja w celu popełnienia perfidii i… Wystarczy, myślę, że nakreśliłem klimat.

Stoick: Proszę o spokój. Albrechcie Perfidny, pozostaniesz w areszcie dopóki nie ustalimy jednogłośnego wyroku.

Albrecht: Tak się traktuję u was tych, co ratują cenne cudze życie?

Mieczyk: Jak to cenne?

Szpadka: Sączysmarka?

Stoick: Znam cię nie od dziś. Nie zrobiłbyś tego dla dzieciaka. Zrobiłeś to dla siebie.

Albrecht: A co ja z tego mam, że się dałem złapać, co? Zrobiłem to przecież dla nas, przyjacielu. Bo mam dla ciebie pewną propozycję.

Stoick: Nie jestem zainteresowany. Koniec przedstawienia! Wracajcie do domów!

Astrid: Czkawka. Sączysmark odzyskał przytomność. Słuchaj, okazuje się, że Albrecht wcale nie był jedynym potworem na tej wyspie.

Śledzik: On widział Krzykozgona. Podobno zbliża się do Berk.

Czkawka: no dzięki. Fantastyczne wiadomości. Oj, chodźcie.

Mieczyk: Ee-e-e-e. E-e-e.

Czkawka: Proszę, dacie radę. Skupcie się. Musimy coś wymyślić. Przecież Krzykozgon nie może się dostać na Berk.

Śledzik: Aaa!

Sączysmark: Cześć, wróciłem. Tęskniliście? Jasne, że tak. Heh. Po co ja w ogóle pytam?

Mieczyk: No świetnie! Po kiego ja tyle szyłem? Ooo…

Szpadka: Hehehe.

Czkawka: Sączysmark, cieszę się, ze nic ci nie jest.

Sączysmark: Mnie niby? Proszę cię, mnie nigdy nic nie jest.

Czkawka: Złamałeś zasady. Kolejny raz. I do tego niewiele brakowało, a byłoby po tobie.

Sączysmark: Czyli…

Czkawka: Czyli nadal jesteś zawieszony.

Sączysmark: CO?!

Mieczyk: I to rozumiem! Dobry wybór. Będziemy szyć. Szy-szy-i-szyć. I więcej nic.

Sączysmark: Nie dość, że znalazłem Krzykozgona to jeszcze złapałem Albrechta. Mało ci?

Astrid: A nie byłeś przypadkiem nieprzytomny kiedy go tak łapałeś?

Sączysmark: Nieprzytomny, ale czujny jak lis.

Mieczyk: Czekaj, bo to chyba nie ma najmniejszego sensu. A nie jednego liska w życiu sprawiłem. Łała.

Czkawka: Sorry, nic się nie zmieniło. Masz szlaban i kropka. Przykro mi. Hakokieł idzie.

Mieczyk: Ała. Ał.

Sączysmark: Czkawka, nie masz prawa. Człowieku, nie możesz mi zabrać smoka! Hakokieł. Ech…

Mieczyk: Ej! Ktoś tu chyba o kimś zapomniał! Weźcie no…

Dagur: Doskonale. Smoczki elegancko pozamykane. Och… Zanim Czkawuś i jego przygłupi koleżkowie się zorientują będzie już dużo za późno. Hooho… Hahaha…

Czkawka: Astrid mówiła, że chcesz ze mną rozmawiać.

Albrecht: Ehehehe.

Czkawka: No to jestem. Mów.

Albrecht: Mam dla ciebie interesującą propozycję.

Czkawka: Już się zamieniam w słuch.

Albrecht: Ach ten Dagurek. Niezłe z niego ziółko można by powiedzieć, co?

Czkawka: Ta. Można by powiedzieć.

Albrecht: Słuchaj, wygnał mnie pędrak z mojej wyspy i chcę ją odzyskać.

Czkawka: Serio? Żeby co? Obmyślać kolejne plany jak by nas tu zniszczyć?

Albrecht: Nie no, synek. Miałem gorszy okres.

Czkawka: Przez 20 lat.

Albrecht: Bardzo gorszy okres. Bo wiesz… Kiedy człowiek traci wszystko, zaczyna inaczej patrzeć na pewne sprawy.

Czkawka: Bo twierdzisz, że co? Że się zmieniłeś?

Albrecht: Nie, ale że się naprawdę staram.

Czkawka: No dobra… załóżmy sobie. Hipotetycznie, że się zgodzę. Co Berk będzie z tego mieć?

Albrecht: Całkowity brak Berserków? I Łupieżców za sprzymierzeńców.

Stoick: No już, wyduś to z siebie. Cały wieczór zerkasz na mnie i zerkasz.

Czkawka: Powiesz mi w końcu… co zrobił Albrecht… że wygnałeś go z wyspy?

Stoick: Nie będę z tobą o tym rozmawiał.

Czkawka: Ech… Od czegoś to się przecież musiało zacząć.

Stoick: Nie ma znaczenia od czego się zaczęło! Ważne jak się skończyło.

Czkawka: Dobra, tata, ale ja chcę wiedzieć… ja… ja muszę wiedzieć.

Stoick: Nie musisz i niech ci wystarczy tyle, że Albrecht to nasz największy wróg! I nigdy się to nie zmieni.

Dagur: He, pobudka. I życzę smacznego.

Albrecht: Ooo, proszę, proszę. Wyglądasz nieco lepiej niż ostatnim razem.

Sączysmark: Sam bym sobie poradził, nie musiałeś mnie od razu ratować.

Albrecht: Hehehehe, no pewnie, oczywiście. Ewidentnie za szybko rzuciłem się z pomocą, hę?

Sączysmark: Właśnie, dużo za szybko.

Albrecht: Ty wiesz co, chłopcze, jesteśmy do siebie nawet podobni.

Sączysmark: Ta, jasne. Niby w czym?

Albrecht: A w tym, na przykład, że inni nas nie doceniają.

Sączysmark: Heh. No właśnie, nie doceniają. Kompletnie. Głupi ludziska.

Albrecht: Ale ty chyba wiesz, że tak nie można.

Sączysmark: Co nie można?

Albrecht: Tak mnie bezwstydnie zamykać.

Sączysmark: A czemu Ne? Mnie… Mnie się wydaję, że można. W końcu, nie wiem czy pamiętasz, ale sporo namieszałeś.

Albrecht: Ale uratowałem ci życie, dzieciaku! Wcale nie musiałem cię zabierać na Berk. Mógłbym cię spokojnie zostawić na wyspie i byłbym wolny jak ptak. Ale zabrałem. Zrozum, chcę tylko odzyskać swoją wyspę. Wypuść mnie, mały, a nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Chociaż tyle jesteś mi winien, przyjacielu. Hę? Co się dzieję?

Czkawka: He, sygnał ostrzegawczy. Szybko, lecimy!

Astrid: Sączysmark, rusz się.

Sączysmark: A co jest? Co się znowu dzieje?

Astrid: Dagur na Berk. Widziano go przy Akademii, do tego smoki oszalały. Chodź!

Sączysmark: Hakokieł…

Albrecht: A ja?! Dzieciaku! Pomogę wam! Dagur nie przybył tu sam. Potrzebujecie mnie.

Czkawka: Smoczy korzeń! Dagur podrzucił nam korzeń, żeby smoki zaczęły skakać sobie do oczu.

Sączysmark: Czkawka, posłuchaj, muszę ci coś powiedzieć.

Czkawka: Błagam cię, nie teraz.

Sączysmark: Ale to ważne. Bo ja…

Czkawka: Powiedziałem nie teraz. Dobra, Śledzik, ty się tym zajmiesz. Szczerbatek nie może zbliżyć się do korzenia, bo zaraz dostanie szału. Bierzesz Sztukamięs, zabieracie korzeń i wywalacie go gdzie pieprz rośnie. Reszta spróbuje jakoś rozdzielić smoki.

Śledzik: Słyszała księżnisia? Teraz wszystko zależy od nas.

Astrid: Wichura! Spokój! Aaa!

Sączysmark: Ej! Dobra! Przepraszam! To jednak nie był dobry pomysł!

Mieczyk: Łoo! Aaa!

Szpadka: O nie!

Śledzik: Ło! Mam go!

Szpadka: Wym! Opanuj się! Jot, natychmiast się uspokójcie!

Śledzik: Teraz księżniczko, damy sobie radę!

Szpadka: O, no nie.

Czkawka: Natychmiast otwierać mi tę bramę. Albo…

Dagur: Albo co?

Czkawka: Dagur, czego ty od nas chcesz?

Dagur: No przecież tego co zawsze. Nocnej Furii. Oddaj smoczka, a rozpłyniemy się w powietrzu. Wybór należy do ciebie. Albo smoczek, albo przyjaciele. Ależ napięcie, proszę państwa! Czy dokona właściwego wyboru?

Sączysmark: Aaa! Łoo…

Śledzik: Czkawka, długo nie wytrzymamy!

Astrid: Aaa! My raczej też nie!

Dagur: To co, przyjacielu? Zdecydowałeś się?

Stoick: Zdecydowałem! Skoro nie da się po dobroci, inaczej sobie porozmawiamy!

Berserk: Tam jest! Ognia!

Albrecht: Stoick!

Dagur: Ty!

Albrecht: Ja. A co ty się tak dziwisz? Myślałeś, że tak łatwo można się mnie pozbyć?

Stoick: Albrecht! Nie będziesz tak chyba stał?

Czkawka: Śledzik, prędko! Będziemy cię osłaniać!

Śledzik: Szybciej, księżnisia. Jeszcze kawałek. Wybacz wodzu!

Bestial: Plan nie wypalił, panie. Pora się wycofać.

Dagur: Nie ma mowy! Nie odpłynę z pustymi rękami! Za mną, sługusie.

Sączysmark: Chodź tu ty durny gadzie. No kocham cię.

Mieczyk: Oo, chłopaki. Dzięki, że nas nie stratowaliście. W sumie… że mnie nie stratowaliście. Hehe. Jedną bliźniaczkę mniej by… nie zaszkodziło. Wiecie o co mi chodzi?

Pyskacz: Czkawka!

Dagur: Hahahaha…

Czkawka: Tata!

Dagur: A niech no tylko ktoś spróbuje drgnąć.

Albrecht: Dagur…

Dagur: To my się będziemy zbierać! Jeśli wyślecie za mną choćby jednego smoka, z jeźdźcem czy bez, od razu możecie sobie szukać nowego wodza. Hahaha… Będziemy w kontakcie! Papa!

Czkawka: Robimy tak: polecimy od południa, przetniemy im drogę przy plaży i rozwalimy łodzie za nim zdąży…

Albrecht: Nie radzę, chłopcze. Zagonisz wariata w kozi róg, a konsekwencje będą nie do przewidzenia.

Pyskacz: Zwłaszcza jeśli wariat dysponuje akurat ze setką statków.

Czkawka: Ludzie, ale ja muszę ratować ojca.

Albrecht: Spokojnie, Dagur go nie skrzywdzi. Na razie. Wiesz, że to nie na nim mu zależy.

Pyskacz: Ma rację.

Czkawka: I co? Nagle mu mam zaufać?

Pyskacz: Nie na darmo zwą go „Perfidnym” mały. Dajmy mu szansę.

Czkawka: Nie martw się, tata. Odbijemy cię. I to za wszelką cenę.

Scenariusze filmów i odcinków serialu
Filmy Jak wytresować smokaJak wytresować smoka 2
Krótkometrażówki Świt jeźdźców smoków
Sezon pierwszy serialu (Jeźdźcy smoków) Jak się zakłada Smoczą AkademięWiking do wynajęciaFolwark zwierzęcyOkrutna parkaW smokach nadziejaAlbrecht i ŁupieżcyJak sobie wybrać smokaKrótka historia pewnego portretuSmoczy kwiatSłodka Heathera (część 1)Słodka Heathera (część 2)Festiwal RoztopówBliźniacze szaleństwaKiedy uderza piorunCo kryją smokiSmarkaty smarkaczSkręćkarcze BagnaDziwnobarwny klejnotJesteśmy rodziną (część 1)Jesteśmy rodziną (część 2)
Sezon drugi serialu (Obrońcy Berk) Żyj i pozwól lataćGronkielowe żelazoNoc i wrzaskNiespodzianki spod spoduGdzie zimują OgnioglistyZemstaNa szarym końcuNieposkromiony apetytZębiróg w ogniuWandersmok (część 1)Wandersmok (część 2)Pięć drogowskazówUwolnić WrzeńkaWielki lódBajka o dwóch smokachEfekt węgorzaKto mgłą wojuje...Bim! Bam! Bom!Wyrzutki (część 1)Wyrzutki (część 2)

Inne Wiki

Losowa wiki