FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Vlc 2014-10-04 14-05-54-60

Czkawka: To jest Berk. Przez wieki Wikingowie zmagali się ze smokami, w straszliwych bitwach. Ale pewnego dnia – wszystko się zmieniło. Poznałem Szczerbatka. Razem pokazaliśmy ludziom, że zamiast walczyć ze smokami, można na nich latać, żyć z nimi w zgodzie a nawet je tresować.

Czkawka: To co ludziska, bawimy się w najlepsze triki. Pisze się ktoś?

Sączysmark: Ja!

Śledzik: Yhh... wiesz kolego. Myślę, że ten...

Sączysmark: Ja!

Astrid: Na słodkiego Thora, co miota piorunami, leć!

Sączysmark: Spokojnie lala, polecimy. A kiedy polecimy, niebo, moja panno, przetną straszliwe pioruny! Aaa... Oh... Ha... Aaa... O nie! Eh... Aaa... Hej! Ja żyję. Ha! Ja żyję! A jak inaczej?

Śledzik: To teraz ja. Sztukamięs gotowa? No to hop! Ha! Pobiłem własny rekord.

Szpadka: Ja, ja teraz!

Mieczyk: Nie, bo ja!

Czkawka: Błagam, macie jednego smoka.

Mieczyk: A, no tak.

Mieczyk/Szpadka: Ha!

Mieczyk: Dawaj w lewo.

Szpadka: Nie! W prawo.

Mieczyk: Hej! W lewo.

Szpadka: Nie! W prawo.

Mieczyk/Szpadka: Oh! Aaa...

Mieczyk: O ja! Jak pięknie i strasznie! Aaa...

Szpadka: Mogliśmy zginąć.

Mieczyk: Eh, co nie. To jeszcze raz?

Astrid: Hej! Teraz moja kolej. A ty patrz mały i się ucz. Jedziemy! No dawaj Wichura! Na ogonie! Teraz wir. Szybko, Spirala w górę! Pięknie, siostrzyczko!

Sączysmark: Wow.

Śledzik: Dobra jest.

Sączysmark: Ta... lepiej pokaż, co umiesz bez smoka. Au!

Czkawka: No nieźle. Wypadałoby teraz pokazać klasę, co stary.

Sączysmark: Ale super! Ty, widziałeś?

Szpadka: No, to było ekstra.

Astrid: Tak, facet wygrywa.

Czkawka: Znowu najlepsi. Brawo Szczerbatku. Ta, smoczki! Większość mieszkańców Berk, pewnie się zgodzi, że ze smokami fajnie się żyję w zgodzie, ale niestety smoki to zawsze... no właśnie, smoki.

Wikingowa 1: A sio! Zły smok! Puszczaj! Zostaw mi bochen! Puszczaj ty wredna żmijo!

Wiking 1: Złaź mi z dachu, ty szkodniku jeden!

Wiking 2: Puszczaj! Zostaw! To moje jabłuszka!

Wiking 3: Ty tchórzliwa różowa bestio, zaraz cię stłukę!

Wikingowa 2: Co za bestia! Oddawaj mi majty!

Wiking 4: Znowu atakują!

Wiking 5: Uwaga! Smocza kupa!

Czkawka: Fu! Ble! Fu! Ohyda. Ooo... kupa. Fu! To jest serio obrzydliwe. Cześć Gruby, czołem Wiadro. Sory za tę... he.

Wiadro: Codziennie o trzeciej. Trzeba przyznać punktualnie. Chylę wiadra!

Gruby : Zawsze to lepiej, niż kiedy strasznie ziały. Ty, chcesz to mamy tu dla twojego ojca fajną rybkę. Wiadro, daj no małemu dorsza.

Wiadro: Ale, że już zjadłem i co. Smakował mi?

Czkawka: Yyy... bo wiesz co Wiadro, bo to nie ty, to... yyy. Większość z nas w miarę swoich możliwości starała się zaadaptować. Zawsze są jednak wyjątki. I te wyjątki zrobią wszystko, aby smoki zniknęły z naszego życia.

Pleśniak: Pięknie! No, nie dadzą się wyspać. Hm... smoczyska. Mogłem się tego spodziewać. Siedzi taki na dachu i wyżera kapustkę. Całe pole kapustki! A sio! Grr... Grzybku, mam tego dosyć.

Stoick: Rogacza dajcie na tyły. Zaraz będą rybacy ze swoim połowem.

Pleśniak: Stoick!

Pyskacz: A... jest nasz Pleśniak. Co dzisiaj nie tak?

Stoick: To nie jest dobry moment, przyjacielu. Właśnie lokujemy zapasy. Zima się zbliża.

Pleśniak: Znowu te przeklęte smoczyska! Te bestie nie maja prawa mieszkać wśród cywilizowanych ludzi!

Pyskacz: A myślisz, że ty to co. Niby czemu twoja chata stoi na drugim końcu wyspy.

Pleśniak: Ha... proszę. Pewnie, żartuj sobie, żartuj. A te przebrzydłe bestie, w tym czasie, powywalają wam wozy! Dachy powyrywają! Wszystko zrujnują!

Wiking 1: Pleśniak dobrze mówi!

Pleśniak: Nie dają się nawet wyspać spokojnie na starość! Widzisz te worki, co mam po oczami?

Wiking 2: Dobrze Pleśniak prawi.

Pyskacz: Dobrze prawi. Obrzydliwe te worki.

Pleśniak: Smoki to dzikie i nieprzewidywalne bestie.

Wiking 3: Dzikie bestie!

Pleśniak: Roztrzaskały biedakowi czaszkę, jak jakie jajeczko!

Wiadro: Jajeczko? Kocham jajeczko! Miękkie żółtko i białko, na twardo.

Pleśniak: Trzeba pozamykać te bestię i to w klatkach. Nie pozamykasz, to wyżrą nam wszystkie zapasy i zniszczą naszą cudowną wioskę.

Wiking 4: Wyżerają!

Czkawka: Ale one wcale nie są złe. To tylko smoki, a smoki to smoki.

Stoick: Posłuchaj, bracie. Skoro masz jakiś problem, to ja go rozwiążę.

Pleśniak: A owszem, owszem. Mam problem, Stoicku. I myślę, że nie tylko w swoim imieniu żądam, żebyś, jak mówisz, go rozwiązał.

Stoick: Eh... tak dalej być nie może. Smoki rzeczywiście robią, co chcą. Ty! A może tak znaki ostrzegawcze.

Pyskacz: Znaki? Dla smoków?

Stoick: Proszę cię, dla mieszkańców.

Pyskacz: Znaki? Dla Wikingów? Kiedy my niespecjalnie czytamy.

Stoick: Eh... to wypleciemy ogromną sieć i rozciągniemy nad całą wioską.

Pyskacz: Sieć? Słyszałeś, że smoki zioną ogniem?

Stoick: Dziękuję ci bardzo, nie musisz ciągle ironizować. Eh... może ten Pleśniak ma rację, trzeba znaleźć jakiś...

Czkawka: Tato, chwila. Może ja bym się zajął smokami.

Stoick: Ty?

Czkawka: No, a kto? W końcu trochę się, musisz przyznać, na nich znam. Żaden inny facet sobie nie da rady.

Stoick: Nie jesteś jeszcze facet, syneczku.

Czkawka: Jeszcze nie, ale gdybyś dał mi w końcu szansę...

Stoick: W sumie, czemu nie. Dam ci twoją szansę. Zaczynasz od jutra.

Czkawka: No dobra, dzieciaki. Szykują nam się tu małe zmiany.

Wikingowa 1: Wynocha! A sio! Proszę cię, bestio jedna, zabieraj się od mojego chleba! A sio!

Czkawka: Spokojnie! Ja pomogę! Tylko... nie! Bardzo ładnie. Oh! Co jest?! Aha. Szczerbatek! Weź ich jakoś uspokój, ja ugaszę owcę! No dobra.

Wiking 1: Z drogi!

Wiking 2: Oddawaj wóz, złodzieju!

Wiking 3: No oddawaj kurczaka!

Wiking 4: Mam dość tych smoków!

Sączysmark: Co robi Czkawka?

Mieczyk: Yyy... a ja wiem? Chyba jakąś demolkę ze smokami.

Szpadka: Super!

Wiking 5: Nie wytrzymam z tymi smokami! No, no wytrzymam!

Wiking 6: Wracaj tu, ty bestio!

Astrid: Oj! To co? Pomożemy mu?

Mieczyk: Ale, że teraz?

Szpadka: Może za chwilę.

Czkawka: Wybacz, musiałem. Eh...

Astrid: Aha... i wybiła trzecia.

Czkawka: O, pięknie! Aua! Wszystko mnie boli. Nawet to!

Astrid: Czkawka!

Czkawka: Astrid, świetnie. Nie wyglądam aż tak fatalnie, co. Oh, jeszcze czego. Smocze politowanie. O... hej Astrid! Jaka milusia niespodzianka!

Astrid: No, jak ci minął dzień?

Czkawka: Ah... straszna nuda. Tak łaziłem tu i tam. No wiesz.

Astrid: Tak, no właśnie wiem! Spoko, wszystko wiedzieliśmy. I tak jesteś dzielny, że jeszcze żyjesz.

Czkawka: Eh... Co najmniej przez miesiąc będzie mi się śniła płonąca owca!

Stoick: Synu! Synek! Co się dzieje, co?! Wieś wygląda jak pole bitwy!

Czkawka: No, wiem, że nie jest najlepiej.

Astrid: Jest fatalnie!

Stoick: Tak? Rozumiem, więc, że jest plan.

Czkawka: Bo jest! I-i to nie byle jaki plan. Bardzo... taki skomplikowany, mnóstwo rysuneczków, parę ruchomych elementów. Tak, mówię ci, niezła rzecz.

Stoick: Aha. Lepiej, żeby to była prawda. Pleśniak ma coraz więcej zwolenników. Jeśli nie uda ci się zapanować nad smokami, wtedy dopiero się zacznie.

Czkawka: Nie bój się, maluchu. Nic się nie zacznie, obiecuję.

Astrid: Zdajesz ty sobie sprawę, że tam jest jakiś zyliard zyliardów smoków, a ty jesteś sam, sam jeden. Byłoby fajne, gdybyś miał ten plan.

Szpadka: To ma być plan? Chcesz trenować smoki?

Mieczyk: Tutaj? Przecież tutaj z nimi walczyliśmy.

Czkawka: Tak, ale już nie walczymy, co nie. Dobre miejsce, dużo miejsca.

Astrid: Coś mi się zdaję, że smoczki są lekko podenerwowane.

Śledzik: Oj, bo smoczki to takie wrażliwe stworzonka. Szczególnie moja Sztukamięs. Straciła tutaj kuzyneczkę, ale cicho, drażliwy temat.

Astrid: W sumie ekstra, że twój tata od tak dał nam arenę.

Czkawka: Tak, byłoby ekstra, gdyby dał. Tak, ale nie, nie dał, więc bardzo cię proszę to nie poruszajmy to drażliwy temat.

Astrid: Ej, czyli, że tatusiek o niczym nie wie, tak.

Czkawka: I widzisz! Poruszyłaś! A mówiłem, że drażliwy. Słuchajcie, no dobra, sprawa wygląda tak: Smoki robią sobie, co chcą. Chcemy, żeby żyły z nami i nie niszczyły wszystkiego na swojej drodze, ale nie potrafią, więc trzeba im pomóc. Wioska zamienia się trochę w ruinę, dlatego mówię poważnie, trzeba działać.

Mieczyk: Jasne! Nie ma to jak totalna, smocza demolka. No siostra, wchodzimy w to!

Czkawka: Nie, bardziej chodziło mi o...

Szpadka: Słuchaj, brat, to zrobimy tak: na początku musimy strasznie, straszliwie wkurzyć smoczyska.

Mieczyk: Prosta sprawa. Wkurzać to my potrafimy.

Czkawka: Słuchajcie, ja poważnie mówię. Pleśniak chce nam pozamykać wszystkie smoki. W klatkach! Nie wiem, co wy na to, ale ja się nie zgadzam. Nie zgadzam się.

Mieczyk: Ja też nie. Szpadka przeprasza.

Czkawka: Super, że przeprasza. Kolejny problem, smoki wyżerają nam absolutnie wszystko. Dobra, jest sobie smok i rzuca się na coś, na co mu nie wolno. Można mu to spokojnie zabrać. Wystarczy lekko podrapać, czy połaskotać pod brodą.

Sączysmark: Nie, nie, nie, nie, nie, może na Szczerbatka działa takie łaskotanko, ale my z panem Hakokłem mamy lekko inne zasady. Kiedy chcę, żeby mój smoczek puścił bułę, patrzę mu w oczy i krzyczę: „Puszczaj tę bułę! Puszczaj, ale już!”. I co. Puścił, nie.

Mieczyk: He, he. Robimy coś?

Astrid: No... może za chwilę.

Czkawka: No i fajnie. Słuchajcie, przed nami fura pracy, ale damy radę. Mówię wam. Damy radę opanować smoki.

Sączysmark: Eee... może mi ktoś podrapać smoka tam, gdzie no wiecie... Hej! Hej, jesteście tam?

Śledzik: Hę? A gdzie smoki?

Szpadka: Coś łatwo poszło.

Sączysmark: Spadamy?

Czkawka: Dziwnę trochę. Skoro nie ma ich w wiosce, to gdzie są.

Astrid: Coś mi podpowiada, że może tam.

Wiking 1: Stój! Stój! Oddawaj!

Astrid: Wichura?

Sączysmark: Hakokieł?

Stoick: Wszystko nam bestie wyżarły. Ani grama zapasów na zimę.

Pleśniak: I co, a nie mówiłem? A posłuchałeś starego Pleśniaka? Nie. Myślałeś, że te dzieciaki dadzą radę? Widzisz, do czego są zdolne smoki. Klatki to za mało. Przepędzić je!

Czkawka: Tata, obiecuję, wszystko naprawię. My już naprawdę wiemy, jak...

Stoick: Wystarczy, synu. Jak mam ci powierzyć kontrolę nad wszystkimi smokami, skoro nie potrafisz zapanować nad własnym.

Czkawka: Oj, Szczerbatek.

Stoick: Wiadro! Gruby! Wszyscy na wodę! Potrzebujemy ryb.

Gruby: Trochę późno Stoicku. Te całe zapasy, to my przez pół roku łowiliśmy.

Stoick: Nie chcę słyszeć, że późno! Na wodę, ale już!

Gruby: No jasne, naturalnie he, he. Nie mów szefowi, że za późno he, he. Coś ty zawsze taki pesymista?

Wiadro: No taki ja się chyba urodziłem.

Czkawka: Tato, zaczekaj. Proszę cię, posłuchaj no. Znam smoki lepiej niż ktokolwiek...

Stoick: Nie przeszkadzaj teraz. Ludzie nie mają, co jeść. Smoki narobiły wystarczających szkód. Do wieczora, wszystkie mają się znaleźć w klatkach. Zrozumiałeś?

Pleśniak: Eh... zamykanie niewiele da. Trzeba je stąd szybko przepędzić!

Stoick: Masz rację Pleśniaku. Dzisiaj uwięzimy smoki, a jutro Czkawka, bardzo mi przykro, przepędzisz je z wyspy. Nie mamy wyboru.

Sączysmark: Nie no, nie wierzę. Ale jak to? Życie bez smoków.

Astrid: Jakieś to strasznie dziwne. Przyzwyczaiłam się, że otwieram oczy, a tam uśmiechnięta, słodka smocza paszcza.

Śledzik: Wiecie, że codziennie przed snem, Sztukamięs lizała mi stopy. Kto mi będzie to teraz robił?

Szpadka: Myślę, że Mieczyk z ochotą.

Mieczyk: Niech będzie. To o której kładziesz się spać?

Astrid: No dobra, chodźcie. Miejmy to już z głowy, co.

Śledzik: Koszmar. Najgorszy dzień ze wszystkich. Nigdy w życiu nie zobaczymy już słodkich smoczków.

Czkawka: Nie, no tak nie może być. Szczerbatek jest moim najlepszym przyjacielem.

Pleśniak: Oh, Szczerbatku, jak ja będę za tobą tęsknił. Ty wiesz, gdzie popełniłeś błąd? Myślałeś, że smoki da się tresować. Ale smoki, to smoki. Nic na to nie poradzisz! Taka ich natura. A z naturą dzieciaku nie wygrasz.

Wikingowa: O, dziękuję Szczerbatku.

Czkawka: Ej, wiecie co. Ten stary Pleśniak miał rację. Idziemy stary!

Sączysmark: Żegnaj Hakokieł.

Astrid: Strasznie mi przykro, Wichurko. Leć, proszę.

Sączysmark: Hmm... mam wrażenie, jakby jakieś ostre pazury, wydzierały mi to coś z piersi.

Astrid: Tak to właśnie jest, kiedy pęka ci serce.

Sączysmark: Co ty, ja nie mam serca! Nie jestem jakaś baba!

Czkawka: Nie, nie zamykać! Nie ma mowy, nie zamykamy smoków.

Astrid: Hej, co robisz? Twój ojciec zmienił zdanie? Czy może znowu, przypadkiem, o niczym nie wie?

Czkawka: Eee... No tak jakoś. Hej! Smoki to smoki i tyle. Nic na to nie poradzimy. Taka już ich uroda, ale wiecie co, możemy je wykorzystać.

Gruby: Eh... No i widzisz, znowu nic.

Wiadro: Ale, że co, że znowu zjadłem? A smakowały mi chociaż? O nie! Znowu ten pesymizm.

Czkawka: Sączysmark! No już! Nastrasz rybki na kolację.

Gruby: Smoki atakują!

Sączysmark: Juhu!

Gruby: Hej! Dzięki, smoku!

Sączysmark: Widzieliście? No piękne to było.

Czkawka: Hej! Wszyscy za mną.

Pleśniak: Co jest?

Astrid: Niespodzianka, przyjacielu!

Czkawka: Równo trzecia, pora użyźnić gruncik.

Pleśniak: Uży... co?

Śledzik: Dawaj, słodziaku! Pora na zrzut!

Czkawka: Lepiej się uśmiechnij! Masz trzy miesiące pracy z głowy!

Śledzik: Uhu-hu! Ale, bez pudła!

Astrid: Ty, ale skąd wiedziałeś, że się uda?

Czkawka: Bo smoki to smoki. Robią to, co smoki lubią najbardziej. Wystarczy wykorzystać ich słabostki i jest cacy. A wiecie, dzięki komu na to wpadłem?

Pleśniak: Tutaj się schowali, wodzu. Jak dla mnie, to smoki nie wyglądają na zniewolone.

Stoick: To racja. Synu, chyba cię o coś prosiłem.

Śledzik: Ojeju, boję się. Skrzywdzi nas!

Szpadka: Za ładna jestem, żeby gnić w lochu.

Mieczyk: Kto ci to powiedział?

Stoick: Zignorowaliście moje polecenia. Musicie ponieść konsekwencje.

Astrid: A nie mówiłam? Mówiłam, że będzie kicha. Czemu ty mnie nigdy nie słuchasz?

Czkawka: Tato, jeżeli naprawdę chcesz nas karać, to skup się na mnie.

Stoick: Nie. Wszyscy jesteście tak samo winni.

Pleśniak: O, zapowiada się widowisko, Grzybku. Czuję, że będzie dosyć gorąco.

Stoick: Bawiliście się na arenie bez mojej zgody, uwolniliście smoki, chociaż wyraźnie kazałem je uwięzić. Parę rzeczy musimy sobie kochani wyjaśnić. Dlatego właśnie...

Pyskacz: Będziecie tresować smoki w Smoczej Akademii.

Pleśniak: Hę?

Stoick: Pyskacz! Musiałeś? Ja chciałem powiedzieć!

Pyskacz: Oj, przepraszam. Masz rację, no to mów.

Stoick: Kiedy już popsułeś niespodziankę!

Pyskacz: To weź im powiedz to, że taki dumny jesteś i te tam...

Stoick: Pyskacz! Eh... No to, Czkawka. Bo ja, jak powiedział... dzieciaki, jestem z was dumny! Od tej chwili tresujecie tu swoje smoki. Arena jest wasza.

Sączysmark: Hakokieł!

Czkawka: Cześć!

Pleśniak: Jeszcze was smoczydła dopadnę!

Stoick: No to wpadłeś, synku. Będziesz trenował smoczki.

Czkawka: Co ty, tatku. To frajda. Mam Szczerbatka. Szczerbatek pomoże.

Astrid: Ehe.

Czkawka: I... oni też pomogą.Smoki to smoki – tego nie zmienimy. Ale właściwie, warto to zmieniać? Smoki to potężne i niesamowite istoty.

Astrid: Smocza Akademia w Berk. Fajnie brzmi, co nie.

Czkawka: Strasznie chcę się uczyć i będę, bo chcę wiedzieć o smokach absolutnie wszystko. A wy nie?