FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless


Czkawka: Podobno co dwie głowy to nie jedna. Czasami to się sprawdza. Ale cztery głowy? To już lekka przesada.

Szpadka: Ej, Czkawka, tu nic nie widać.

Czkawka: No właśnie, a o to przecież chodzi.

Mieczyk: Aa… Eee… Chyba i tak nie łapie.

Czkawka: Chodzi o to, że wy nie widzicie, więc musicie zaufać Wymowi i Jotowi. Patrzcie.

Mieczyk: On musi tak gadać, że ja nie rozumiem?

Szpadka: Ja to ufam tylko sobie.

Mieczyk: Właśnie, racja. Ja też sobie. Wym, dół.

Szpadka: Jot, góra!

Mieczyk: Wym. Weź mnie zdejmij.

Szpadka: Jot, leć po pomoc.

Śledzik: Udało się! Niesamowite, udało mi się!

Czkawka: Ej, co ty tam robiłeś z tym palcem?

Śledzik: Oj, drogi przyjacielu. Opracowaliśmy ze Sztukamięs parę znaków na migi, gdyby nas coś rozłączyło. Jak się okazuję, pomysł genialny.

Czkawka: Mmm, znaki na migi. Śledzik, to serio dobre.

Śledzik: Noo. No wiem.

Czkawka: Stary, trzeba to rozwinąć, opracować i w ogóle. Szczerbatek, gotuj się do walki. Szczerbatek, wyrzuć plazmę! Dobrze, pięknie. Uśmiech.

Astrid: Całkiem, całkiem. Wichura, sztylety. Taa, nawet robimy postępy.

Sączysmark: Hahahaha… Hakokieł, mega demolka! Aaa!

Mieczyk: Zdemolowany.

Śledzik: Sztukamięs, przytulak.

Czkawka: Hmm. Całkiem takie… nawet się przyda. Szpadka, Mieczyk, teraz wy.

Mieczyk: Wym, do mnie.

Szpadka: Jot, leć. Jot, góra!

Mieczyk: Wym, leżeć! Ha, wygrałem!

Szpadka: Stary, co ty mi robisz z moim smokiem?

Mieczyk: Twoim smokiem? Siostrunia, zaciągałeś się gazem Jota, przyznaj się.

Szpadka: No i co?

Czkawka: Halo! Ej, pamiętacie? Wym i Jot to ten sam smok. Dajecie jeden sygnał. Jeden, ten sam.

Szpadka: Nawet to mądre. Jot, rzuć mi bratem. Hehe, i co ty na to?

Śledzik: Nie jestem przekonany, czy Czkawka…

Mieczyk: Wym, zjedz siostrę.

Szpadka: Aaa! Łoo…

Czkawka: Mieczyk, no błagam.

Mieczyk: No dobra. Wym, puść siostrę.

Szpadka: Eee… Tak się nie da pracować.

Mieczyk: Totalny brak profesjonalizmu.

Szpadka: Biore swojego smoka i wracam do domu.

Mieczyk: Dotknij go tylko, a ja ci…

Szpadka: Co ty mi?

Mieczyk: Ja ci… Jeszcze nie wiem, nie pośpieszaj. Ja… ja… ja… ja jutro ci powiem.

Szpadka: Chodź Jot, idziemy.

Czkawka: Ludzie, proszę was, przestańcie. Możecie sobie darować? No dość już.

Szpadka: Okej, daruję sobie.

Mieczyk: Ty darujesz. Ja tak sobie daruję, że aż sobie daruję.

Astrid: Nieźle, o co poszło?

Czkawka: Ach, zaraz im przejdzie.

Pyskacz: Ach, Stoick, brzucha wciągnij.

Stoick: Ach, no przecież wciągam. Wybacz, ale bardziej się nie wciągnie.

Czkawka: Aha, jest i ceremonialny pas. Czyżby przyszła pora?

Stoick: Przyszła. Jutro znowu podpisuje rozejm z Szalonymi Berserkami.

Pyskacz: Zmienili by sobie ten przydomek. Na wojnie to z 50 lat nie byli, a szefuje im sam Osfald Zgodnopyszny.

Czkawka: Niee… Nie, nie, nie. Powiedz, że w tym roku nie zabiera synusia.

Pyskacz: Dagurka? Co ty? Dagurek będzie na bank.

Czkawka: Tak czułem. Niech no zgadnę, mam go pilnować, żeby niczego nie popsuł.

Stoick: Właściwie to mam dla ciebie lepsze zadanie. A mianowicie schowasz wszystkie smoki.

Czkawka: Przed Osfaldem Zgodnopysznym? Po co?

Stoick: Czkawka, to że od 50 lat żyjemy w zgodzie, nie znaczy, że im nagle nie… y, nie…

Pyskacz: Nie odbije?

Stoick: A no właśnie. Mogą uznać, że smoki to przejaw agresji, lepiej dmuchać na zimne, jak zwykle mawiać. Hehehe.

Pyskacz: A jak wiadomo od wieków, z wariatami lepiej nie zaczynać. Bywają nieprzewidywalni.

Stoick: Bądź tak dobry i schowaj smokiem. Uu!

Sączysmark: Formować szyk! Smoki, no już! Lecimy równo! Równo mówię! Ty, będzie Dagur? Uwielbiam tego gościa.

Czkawka: Co? Ten gość rzucał we mnie ostatnio nożami. Nie pamiętasz?

Astrid: Powinni go lepiej zamknąć w jakiejś klatce.

Śledzik: A wiecie, że mnie raz zamknął? 3 dni nie dawał jeść, potwór.

Sączysmark: Hahaha. No, a potem cię karmił zdechłym dorszem.

Śledzik: Dzięki. Ta, prawie już zapomniałem, ale przypomniałeś.

Astrid: Patrzcie! Uwaga, Zębiróg leci!

Czkawka: No bomba, a gdzie bliźniaki? Niech ktoś dosiądzie tego smoka!

Sączysmark: Się robi! Łoo…

Czkawka: Sączysmark, przyda się jeszcze ktoś drugi. Śledzik. Wskakuj, już!

Śledzik: Eee, ty wiesz co, to nie jest najlepszy… Łooo… Ojej, chyba gorzej się czuję.

Czkawka: To przez ten gaz. Może spróbuj za bardzo nie wdychać.

Śledzik: Aaa… Trochę rozlane mleko.

Sączysmark: Łooo… Eeej! Powie mi ktoś jak się tym steruję?!

Czkawka: Tylko słuchaj, jedna ważna rzecz. Nie zapalaj…

Sączysmark: Łoo. Haha.

Śledzik: No dobra, nadal lekki niesmak.

Sączysmark: Wiesz, na twoim miejscu nie próbowałbym sobie przypomnieć tych zgniłych, oślizgłych dorszy. Och, facet, to było obrzydliwe.

Czkawka: Ty zostań. Ja lecię po bliźniaki. Trzeba szybko opanować tego smoka, za nim Berserkowie…

Astrid: Chyba… za późno.

Czkawka: Super. Fantastycznie. Cześć tata. Słuchaj, coś ci…

Stoick: Nie synu, nie teraz. Właśnie przybył Osfald.

Kapitan Vorg: A o to wielki wódz plemienia Berserków! Gniecie czaski jednym palcem! Mgnieniem oka płata bestię! Sam, wielki i nieustraszony…

Pytskacz: Osfald Zgodnopyszny?

Kapitan Vorg: Dagur Szalony!

Dagur: Hehe.

Stoick: Dagur?

Pyskacz: Szalony?

Czkawka: No pięknie. Ta, zaczyna się.

Stoick: Dagurze, a gdzie twój ojciec?

Dagur: Ojczulek przeszedł na emeryturkę. Stracił zew krwi kompletnie. Ja natomiast umieram z głodu. Hehehe… Dobra. Mów Stoick, gdzieś je pochował.

Stoick: Co takiego pochowałem?

Dagur: Naprawdę? Masz mnie za prostaka?

Pyskacz: Podchwytliwe, lepiej nie odpowiadaj.

Dagur: Obydwaj wiemy co się tutaj wyprawia. Doszły mnie niezwykłe wiarygodne słuchy, że szykujesz sobie pod bokiem Smoczą Armię.

Stoick: Wiarygodne słuchy? A od kogo doszły konkretnie?

Dagur: Nie twoja sprawa. Ale… ale… Jeśli okażą się prawdziwe to moja armada uderzy w ciebie liczbą 50 tysięcy nieustraszonych wojowników.

Stoick: Nie ekscytuj się tak. Wiem, wiem, armada wasza wielka duma. To co? Przejdziemy do podpisów?

Dagur: Oczywiście, przejdziemy. Ależ z tego co pamiętam, mam prawo najpierw zwiedzić sobie wyspę, zbrojownie, potem czeka mnie uczta w Twierdzy, a na deser Arena. Rozumiem, że nadal zabijacie tam smoki, hmm?

Stoick: Twojego ojca nigdy nie interesowało zwiedzanie.

Stoick: Jak widzisz, Stoicku, ojcem to ja nie jestem. Prawda?

Pyskacz: Nie. Może niech armada lepiej nie widzi.

Czkawka: Aaa, trochę źle, dość kiepawo, raczej fatalnie. Trzeba znaleźć Zębiroga.

Astrid: Czkawka. Słuchaj, jest problem.

Czkawka: Poważnie? Problem mówisz? Dziewczyno, Dagur jest wodzem Berserków.

Astrid: co?

Czkawka: Bo jego tatuś przeszedł na emeryturkę. Dagur podejrzewa, że ukrywamy smoki.

Astrid: W sumie ma trochę racji i tu… tu właśnie pojawia się mój problem.

Czkawka: Hy… Wym? Jot? Tutaj?

Pyskacz: Idziemy. Proszę, tu sobie trzymamy zapasy. To znaczy, że tu… eee…

Dagur: Ooo, daj, ja zgadnę. Trzymacie tu żarcie.

Pyskacz: Nic dziwnego, że wzięli go na wodza.

Czkawka: Wym, Jot, wracać! Ale już!

Dagur: Nuda! Pokażcie mi lepiej czym zabijacie smoki.

Stoick: Cierpliwości.

Astrid: Gdzie on się schował?

Czkawka Skąd-skąd mam wiedzieć? Yy… Ty-ty szukaj, a ja… lecę powiedzieć tacie.

Dagur: Ych. No co Gronkielu? Chcesz powąchać? A może ty, Zębaczu? Aaa! To jest! Błagaj! Błagaj, to może ci daruję twoje marne, smocze życie.

Pyskacz: Ten cały jego szalony przydomek to całkiem zasadny.

Dagur: Ach, co? Teraz to już nie taki Śmiertnik! Hahaha…

Stoick: Już ja zaraz ustawię dzieciaka.

Pyskacz: A może byśmy tak przeszli do podpisywania?

Dagur: Gadasz jak mój ojciec. „Daguś, podpisz rozejm. Daguś, wypuść kurczaczka.” Huhuhu. „Daguś, nie baw się siekierką”.

Stoick: Twój ojciec jest wielkim człowiekiem, nie masz prawa go obrażać.

Dagur: Nie jest, ale był… zwykłym tchórzem. Ja zamierzam przywrócić Berserkom blask dawnej chwały. Coś, czego on najzwyczajniej nie potrafił.

Stoick: Zębiróg…

Dagur: Wiedziałem. Gdzie jest smok? Ło, dajcie zabić! Dajcie zabić!

Pyskacz: Hah, Dagur. On tylko żartował. Ten nasz Stoick, żartowniś taki. Słuchaj przyjacielu, a może przybliżysz nam te swoje szalone plany odnośnie tej chwały blasku?

Czkawka: Wym? Jot? Słuchajcie, musicie znikać. Dzięki bliźniaki, wielkie dzięki. Myśl jak Szpadka i Mieczyk. Nie wierzę, że to powiedziałem. Wym, Jot, góra!

Dagur: Piękna broń. Czyściuteńka, żadnych śladów krwi, szkoda. Ooo, Czkawka. Tu sobie stoisz.

Czkawka: Dagur! Ty… No ty wiesz, że o tobie myślałem? Eee, pamiętasz jak poszliśmy kiedyś pływać i-i próbowałeś mnie utopić?

Dagur: Hohohoho… Ooo, to się pośmialiśmy. Nudzę się! Ale chwila… Czuję, że ty coś ukrywasz.

Czkawka :Ee, wszystko ci wytłumaczę.

Dagur: Gdzie masz…?

Czkawka: Słuchaj, to tylko jeden mały smok…

Dagur: Gdzie noga? Albo mi nie mów i tak znam wszystkie plotki.

Czkawka: Jakie znowu plotki?

Dagur: O tobie, o Czerwonej Śmierci. Całkiem sam pokonałeś smoka.

Czkawka: Ta? Ja? Nie, nie, no popatrz. Niby ja? Sam? Niemożliwe.

Dagur: no właśnie, też mówiłem, że bzdura.

Czkawka: Ach…

Dagur: Ale potem usłyszałem coś o tresowaniu smoków i wiesz co? Ubawiła mnie ta wieść.

Czkawka: Tresowanie smoków. Ja przecie… Przecież ja-jak niby wytresować smoka?

Dagur: Hehe, ja nie wiem. A ty wiesz?

Czkawka: No to co? Kto jest głodny?

Stoick: Chodź, chodź, Dagur. Idziemy.

Czkawka: Aaaa… O ja cię, ale jestem głodny.

Stoick: Chyba powiedziałem… idziemy. Zabieraj stąd smoka. Natychmiast.

Czkawka: Potrzebne są bliźniaki.

Mieczyk: Ej, a co wy tu robicie?

Czkawka: Cześć Mieczyk. Możemy pogadać?

Astrid: Eee, weź może zejdź.

Mieczyk: Jak chcesz. Łoo. No. Schodzenie jest fajne.

Czkawka: Słuchaj, chodzi o Wyma i Jota. Ty i Szpadka natychmiast, ale to natychmiast, musicie zapanować nad smokiem.

Mieczyk: Aa, nie. Sorry, dzięki, wypadam z tego smoczego interesu. I piotrowego interesu też. I… interesu smoczo-siostrowego wypadam. Smasiostro… czego.

Astrid: Co wy tak się kłócicie?

Mieczyk: Chcesz wiedzieć? A wiesz co to jest?

Czkawka: Yy… Nie łóżka?

Mieczyk: Nie. To jest nasza łyżka. Tak jak to nasz talerz, nasza siekiera i nasz super puszysty, wypchany jak. Wszystko tu jest nasze. Mam już tego dosyć. Chcę mieć coś swojego, tylko mojego. Dobra, powiedziałem co chciałem, a teraz muszę spakować moją połowę naszego jaka.

Czkawka: Idziesz sobie? Ale gdzie?

Mieczyk: Jeszcze nie wiem. Do swojej ciemnej, wilgotnej samotni. Na pewno nie płakać. W tym domu… tu jest za dużo wspomnień.

Czkawka: Mieczyk.

Astrid: Ciemna, wilgotna samotnia?

Czkawka: Ta, chyba wole nie wnikać.

Stoick: I co? Udało się opanować Zębiroga?

Czkawka: Spokojnie, pracuję nad tym.

Dagur: Toast za śmierć na polu bitwy.

Berserk: Za twe rządy!

Stoick: Za Osfalda!

Pyskacz: Za Osfalda!

Dagur: Niech wam będzie. Za Osfalda! Za Osfalda! Za Osfalda! Fararara, fararara, fa.

Pyskacz: Taa, w tym jakże miłym nastroju podpiszemy rozejmie i wrócisz grzecznie do domciu.

Dagur: Doskonale! Podpiszemy tej rozejm. Przynieście mi smoczej krwi!

Czkawka: Yy, że smoczej, co? Smoczej krwi?

Stoick: Hehehe… Oj Dagur, weź się nie wygłupiaj. Od lat już z twoim ojcem przecież smoczą krwią nie podpisujemy.

Dagur: A bo co? Parzy w rączki smocza krew? A może wy już po prostu nie zabijacie smoków.

Stoick: Jasne, że zabijamy. No co ty?

Pyskacz: Jest tylko taki problem. Tyle ich powybijaliśmy, że w promieniu setek kilometrów rzadnego smoka nie uświadczysz. Może poza tym jednym.

Dagur: Raju, Zębiróg, to przecież znak! Po głowie dla każdego wodza! Hahaha! Ojeja, ale będzie super! Dziś wieczorem polujemy na smoka!

Berserkowie: Śmierć! Śmierć! Śmierć! Krew!

Stoick: Radzę ci dobrze, znajdź mi tego smoka, za nim Dagur go znajdzie.

Astrid: Czkawka, słyszałeś co mówił. Poszedł do tej swojej ciemnej, wilgotnej samotni. Przecież to może być wszędzie.

Sączysmark: Bez przesady, ja tam znam tylko jedną wilgotną samotnię. Co?

Czkawka: Nie mogłeś trochę wcześniej?

Sączysmark: Mogłem, ale nie pytałeś.

Astrid: Sączysmark, ty wiesz, że cały dzień ich szukamy.

Sączysmark: No i?

Astrid: No i jeśli natychmiast nie powiesz gdzie są, tak cię zrzucę, że…

Sączysmark: Nie ma się co tak ekscytować, schował się w Pieczarze i tyle. Jak byli mali bawili się tam w bij-zabij.

Czkawka: Astrid, polecisz z Sączysmarkiem od południa, dobra? Ja i Śledzik polecimy od północy.

Astrid: No to jazda! Ach…

Czkawka: Dobra, Szczerbek, wiesz co masz robić. Szukaj.

Sączysmark: Trochę tu ciemnawo. Gdybyś chciała potrzymać mnie za rączkę, nie ma sprawy.

Astrid: Naprawdę? Dziękuję.

Sączysmark: łuuu, czułem, że będzie mięciutka. Łaaa!

Czkawka: Mieczyk?

Mieczyk: Ach, pięknie, znowu wy. Przestańcie za mną łazić.

Astrid: Szpadka.

Szpadka: Przestańcie za mną łazić!

Czkawka: Ej, słyszeliście?

Sączysmark: No chyba, to się echo nazywa.

Czkawka: Szczerbatek, weź nam poświeć.

Mieczyk: A ty? Co ty robisz w mojej pieczarze, co?

Szpadka: Słuchaj, to moja pieczara i swoją pieczarą się nie dzielę.

Czkawka: Spokojnie. Słuchajcie, trzeba opanować Zębiroga, to strasznie ważne.

Astrid: Wym i Jot mają spore kłopoty.

Mieczyk: Ja pomogę, ale… nie z nią. Z nią nie.

Szpadka: Ja też z nią nie idę. Na pewno nie idę.

Mieczyk: Właśnie! Czekaj, co?

Czkawka: Błagam, przestańcie. Oboje jesteście potrzebni. Możecie się skupić? Czy tego chcecie czy nie, jesteście ze sobą połączeni. Nie ważne, że ze sobą, ważne że ze smokiem. Tak jak ja i Szczerbatek.

Astrid: Albo ja i Wichura.

Śledzik: I my też.

Czkawka: Możemy wam załatwić osobne łyżki, talerze, nawet wypchanego jaka ale na nowego smoka… sorry, ale nie macie co liczyć.

Mieczyk: Achsz…

Czkawka: Myślisz, że cokolwiek załapali?

Mieczyk: Pff, dobra. No i co? Ja trochę więcej naplułem.

Astrid: Załapali.

Czkawka: Kochani, spadamy, mamy mało czasu.

Mieczyk: Okej, ale właściwie to o co tutaj chodzi?

Sączysmark: Dagur chce wykatrupić wam smoka i podpisać rozejm jego krwią. No co? Przecież chyba prawdę mówię, nie?

Czkawka: Tam jest. Podlecimy najbliżej jak się dam.

Mieczyk: Nieee!

Berserk: Weź go trzymaj!

Mieczyk: Co się tak chowamy? Przecież musimy do smoka.

Czkawka: Uspokój się, nie mogą nas zauważyć.

Dagur: Co? Jak śmiesz?

Stoick: Jak ty śmiesz? Mieliśmy chyba smoka razem poćwiartować, prawda? I tak też się stanie, ale na Arenie. Bo na Arenie się zabija.

Dagur: No to na Arenę!

Mieczyk: Heh, serio wódz pozwoli zabić naszego smoka?

Mieczyk i Szpadka: Poważnie?

Czkawka: Jak nie wpadniemy na super plan, nie będzie miał wyboru.

Sączysmark: Ja mam super plan. Jedno słowo: mega demolka. Łooo. Hakokieł.

Astrid: Może lepiej nie.

Czkawka: Wiesz co? To może się udać.

Pyskacz: Zgodnie z treścią rozejmu, ćwiartowanie smoka musi się odbyć…

Dagur: Aaa… Nuda. No to tak, ja biorę prawą głowę.

Stoick: Dość, muszę go powstrzymać. Jeśli to oznacza wojnę, będzie wojna.

Czkawka: Na pomoc! Smoki atakują!

Astrid: Ludzie, smoki atakują!

Śledzik: Ratuj się kto może!

Sączysmark: Dawaj!

Astrid: Uciekajcie, uciekajcie, szybko!

Pyskacz: Matko, a co tu się dzieje?

Stoick: Pyskacz, smoki atakują.

Pyskacz: Aaa, smoki atakują. Uciekać, wszyscy uciekać!

Berserkowie: Smoki, w nogi!

Pyskacz: Musimy chronić naszych szacownych gości.

Dagur: Chroń sobie jeśli chcesz. Dagur, wódz szalony, chronić się nie będzie.

Szpadka: Jot, gaz.

Mieczyk: Wym, iskra.

Dagur: Aaa! Nocna Furia! To one istnieją?

Czkawka: Odejdź ty… Bestio ty. Nie skrzywdzisz mojego przyjaciela, Dagura. Dagur, uciekaj! Ratuj się! Dagur, jesteś potrzebny swoim ludziom!

Dagur: Berserkowie, pędem na łodzie!

Pyskacz: A nasz rozejm to co?

Dagur: Podpisany, nie mam teraz czasu!

Stoick: Dobra robota synek. Nie sądzę, byśmy prędko ujrzeli tu Dagura, czy jego armadę.

Czkawka: Mam taką nadzieję. Kiedyś sądziłem, że cztery głowy to szaleństwo. Bardzo się nie myliłem.

Sączysmark: I tak uważam, że Dagur jest gites. Ej no!

Czkawka: Ee, chyba wolę nasze szaleństwo od tej całej zabawy z Berserkami.